Bi passing as straight, czyli co sprawiło, że jesteś heteroseksualna?

“Co sprawiło, że jesteś heteroseksualna?” – dokładnie takie pytanie z pewnym zaskoczeniem zauważyłam na swojej tablicy na Facebooku. Zanim mój wzrok przeskoczył do tekstu towarzyszącemu temu chwytliwemu nagłówkowi, głowa już zaczęła odpowiadać. Wtedy właśnie zobaczyłam resztę artykułu, który z grubsza mówił o tym, że to pytanie jest bez sensu. OK, skoro pytanie jest bez sensu, to dlaczego od razu znalazłam na nie odpowiedź?

Pewnie dlatego, że NIE JESTEM HETEROSEKSUALNA, choć bardzo mało osób o tym wie. 

Uchodzić za hetero

Wygląda na to, że moje życie jest bardzo społecznie sformatowane pod heteronormatywność. Tak bardzo, że samej zdarza mi się zapomnieć o tym, że nie należę do tych ponad 90% kobiet, które deklarują się jako hetero. Patrząc z zewnątrz od 6 lat tworzymy z Tomkiem przykładną komórkę społeczną. Wspaniałe wesele, później dwoje dzieci w odstępie dwóch lat. Parka. Prawicowy ideał rodziny. To z zewnątrz. To, co trzymamy za tą piękną fasadą obrońców rodziny przyprawiłoby o palpitację serca. Nie zmienia to faktu, że my sami uważamy, że prawda o naszym związku jest jeszcze piękniejsza niż ta uchodząca za hetero fasada.

Nasza rodzina w kaloszach
Nasza rodzina w kaloszach

Ale do rzeczy. Pomyślałam sobie, że w dużej mierze o wyborze mojego życia zdecydowało wychowanie i środowisko. To oczywiste, że nie wybrałam sobie orientacji, to nie działa w ten sposób. Wydaje mi się też, że świadoma decyzja o zakochaniu się w mężczyźnie to również droga donikąd. Miłość przychodzi i odchodzi bez udziału naszej woli. Z perspektywy czasu widzę, że przez bardzo długi czas po prostu nie brałam pod uwagę możliwości, że mogłabym stworzyć związek z kobietą. I nie, nie chodzi o to, że myślałam o tym, ale wybrałam inaczej. Takiej opcji po prostu nie było.

O tym, jak to się zmieniło i jak stopniowo odkrywałam siebie przeczytasz w notce, którą tu podlinkuję, kiedy tylko ją napiszę.

Wyjście z szafy – majtki na sztandarze

Oto moje wyjście z szafy – jestem biseksualną, poliamoryczną swingerką, i szczęśliwą żoną, i spełnioną matką, i feministką z sercem po lewej stronie. To tak na początek. Wiecie, jak długo myślałam o tym, czy powinnam się do tego „przyznać”? Prawie dwa lata. Tyle już trwa w Polsce nagonka na „ideologię LGBT”.

Większość moich znajomych i rodziny uważa mnie za osobę hetero. Mogłabym się spokojnie schować za tą fasadą i przeczekać burzę. Bi passing as straight – to właśnie ja. Ale patrząc na to, co się dzieje mam poczucie, że milczenie o mojej prawdziwej tożsamości jest dokładaniem maleńkiej cegiełki do tego homofobicznego szamba. Po niesławnej paradzie równości w Białymstoku często powtarzanym przez lokalsów argumentem było: „bo u nas wcześniej żadnych takich nie było”. Od razu pomyślałam sobie, że być może i wśród moich znajomych znaleźliby się ludzie, którzy „żadnych takich” nie znają. Może trzeba im pokazać, że jesteśmy tuż obok.

Z drugiej strony od razu dopadła mnie inna myśl. Wciąż powtarzamy, że orientacja seksualna to nie tylko seks, to miłość i codzienność. Jak moje – osoby żyjącej w heteroseksualnym małżeństwie – wyznanie wpisze się w tę narrację? Czy nie zostanę potraktowana jak Irena Krzywicka, którą oskarżono, że wymachuje majtkami niczym czerwonym sztandarem. I wreszcie, czy żyjąc kompletnie poza społecznością LGBT mam prawo się angażować. To ostatnie na piśmie wygląda zdecydowanie głupiej niż w mojej głowie 😉

Ale zupełnie serio. Mam wrażenie, że uchodząc w społeczeństwie za osobę heteroseksualną, przyznając się do swojej biseksualności mówimy trochę coś dziwnego. Coś w stylu „Hej, a wiesz, że ja lubię też sypiać ze swoją własną płcią?”. Na co dzień raczej nie szafujemy takimi wyznaniami, prawda? Więc jak tu mówić o swojej tożsamości bez siania zgorszenia i zagłębiania się w intymne szczegóły?

W idealnym świecie

Im dłużej o tym myślałam, tym bardziej dochodziłam do wniosku, że z odpowiedzią na to pytanie jest jak z odpowiedzią na pytanie “Dlaczego jesteś hetero?”. Jeśli faktycznie jesteś hetero, to nikt ci go nie zada. Dlatego, obawiam się, że jeśli świat czuje się niekomfortowo z tym, że otwarcie mówię o mojej orientacji, to jest to problem świata – nie mój. Skoro żyjemy w rzeczywistości, w której osoba nie hetero jest zmuszona do dokonania mniej lub bardziej oficjalnego coming outu, to proszę bardzo – oto mój coming out. 

Jeśli nie chcecie, żebyśmy “epatowali swoją seksualnością”, to pozwólcie nam być sobą i nie zmuszajcie do deklaracji. Chciałabym, żeby każdy człowiek mógł swobodnie opowiadać o swoich randkach i zauroczeniach, bez zwracania uwagi na płeć osoby partnerskiej. Póki co, czuję jednak, że trzeba krzyczeć i jak najbardziej pokazywać, że istniejemy, mamy się dobrze i nie zamierzamy się wstydzić swojej tożsamości.

Ja właśnie wyciągam majtki na sztandar 😀

Fun fact i dowód anegdotyczny zarazem. Wśród naszych znajomych, w większości żon z dziećmi, z którymi odważyłam się poruszyć ten temat, tylko jedna identyfikowała się jako 100% hetero.